niedziela, 29 listopada 2015

Pierwszy

Tak naprawdę nie umiem stwierdzić, czy lubię jesień. Uwielbiam ją, ale nie jest dla mnie dobra. Lubię się wtedy pogrążać w melancholii, smutku i własnej beznadziejności. Czasem powietrze ma taki zapach, że od niego samego łzy szukają ujścia.

Już od dawna nie boję się swoich łez. Nie boję się płakać, idąc ulicą. Umiem doceniać swoje wzruszenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie chcę się z tym stanem rozżewnienia rozstać. Świat nie jest nastawiony na refleksję. Jutro trzeba wstać, iść na zajęcia, i nikogo nie będzie obchodził twój stan emocjonalny.

Tęsknię za brakiem odpowiedzialności. Chciałabym się owinąć w ciepły kokon marazmu i odrętwienia. 

Zaczynam kolejnego bloga w swoim życiu. Może ten przetrwa dłużej niż tydzień.